WELCOME MESSAGE

In fact, if there were such a thing as an international thieving contest, Ankh-Morpork would bring home the trophy and probably everyone's wallets.

LAST ARTICLES

Greebo spał. Należało to do typowych zestawów kocich czynności, które nie zakłócały przepływu jonów i innych -onów przez multiuniwersum. Sen Greeba był jednak jednocześnie wielką ulgą dla wszystkiego co chodziło, turlało się, mówiło, śpiewało, piszczało, a także nawet czasem powiewało na wietrze. Gdzieś w oddali zamiauczała niezbyt rozgarnięta kotka, jednak została natychmiast uciszona przez braci mniejszych w odruchach prewencyjnych.

Gdyby Greebo znalazł się teraz na zagonie fasoli, który zdumiewająco szybko został umiejscowiony w okolicach zamku Lancre, byłby zdziwiony. Gdyż tam król Verence postanowił postawić stracha na wróble. Strach nie wyróżniał się niczym za dnia – był kupką patyków, na których zawieszono szmaty nie pierwszej młodości. Zazwyczaj (w dzień) nie odstraszał nawet much, co dopiero mówić o wróblach (których i tak było niewiele na zagonie fasoli, gdyż nie gustowały w tak wyrafinowanym pożywieniu). Fasola nikogo nie pociągała. Była tak nasiąknięta codziennością, po której boli brzuch, a metan buzuje, że nikt specjalnie się nie kwapił, by być wystraszonym przez stracha.

Ale…w nocy, a gwoli ścisłości tej nocy…strach przestawał być strachem, a stawał się Strachem. A raczej tej nocy stał się. Babcia Weatherwax właśnie pożyczała, ale była po drugiej stronie lasu, a niania Ogg wietrzyła stopy w łóżku, więc nie mogły wiedzieć (Babcia może wiedziała, ale była zbyt zajęta odpędzaniem pewnego ptaka drapieżnego na w miarę dużą odległość). Ale w chwili, gdy Greebo otwierał jedyne oko w swojej pokiereszowanej twarzy, Strach ożył.

– Mruuu…?

W małym kocim umyśle Greeba nie było miejsca na skomplikowane myśli. Jeśli coś było kotką, trzeba było ją zgwałcić, jeśli kotem – dotkliwie pogryźć, jeśli małym stworzonkiem – zjeść bez zbędnych pytań. Teraz też nie ruszyłby nawet swoim ogonem, gdyby nie wściekłe miauczenie, które dobiegło do niego z oddali. Greebo nadstawił uszu. To było jak zaproszenie na bankiet. Greebo naostrzył pazury, naprężył ogon i z wściekłością godną Cohena Barbarzyńcy atakującego wrogiego trolla, ruszył ku źródłu dźwięków.

– Miaaauuu!! Mirrrauuuuu!

Greebo był pewny, że kocur naigrywa się z niego, z niego, króla tego skwerka. Z niego! Oj, będzie liczył włosy na ogonie! Miauczenie, a raczej kocie darcie się, stawiało futro na jego postrzępionym ogonie na sztorc. Gdy kocur niani Ogg dotarł na miejsce, ujrzał dziwny widok.

Stary kot Wanny Balkin biegał w kółko po poletku fasoli, a za nim biegł kłąb szmat i patyków, machając materiałem na wszystkie strony, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Greebo był kotem, więc nie pomyślał o tym, że latający w kółko strach na wróble może być nienaturalny. Raczej zajął go kot Wanny Balkin. Był to jego dawny wróg, którego pokonał już trzydzieści cztery razy. Musiał oberwać za budzenie go podczas snu o śmietanie!

Greebo zaatakował. Jednak strach zaatakował w tym samym momencie. Kot, wściekły, że ktoś przeszkadza mu w walce o dominację, rzucił się z zębami i pazurami na stracha, posykując wściekle i miaucząc rozdzierająco. Stary kocur Wanny dokonał przemyślanego odwrotu, zostawiając za sobą dziwne zjawisko, jakim był Greebo walczący z nawiedzonym strachem.

Strach nie był Potworem z Innych Wymiarów. Była to noc przesilenia, podczas której różne magiczne odpadki zbierały się i kuliminowały w jednym miejscu. Greebo drapał, szarpał i gryzł, prawie na ślepo wymierzając kocią sprawiedliwość. Po paru chwilach ze stracha nie pozostało prawie nic, co mogłoby zostać w jakikolwiek sposób ożywione. Greebo parsknął na resztki szmat i połamanych gałęzi, po czym zadowolonym krokiem udał się do domu, by po ciężkiej i dającej satysfakcję walce odpocząć w nogach łóżka niani.

Gdy Greebo zasypiał, usłyszał jeszcze maleńkie “pyk” gdzieś w oddali. To, że usłyszał ten dźwięk było możliwe jedynie dzięki wyczulonym kocim zmysłom.