WELCOME MESSAGE

In fact, if there were such a thing as an international thieving contest, Ankh-Morpork would bring home the trophy and probably everyone's wallets.

LAST ARTICLES

Szelest skrzydeł. Mroźny powiew wiatru, który tej nocy jest niezwykle porywisty. Tak właśnie smakuje wolność. Ta wolność, którą może mieć w każdej chwili, wystarczy tylko nie być martfą.

Wyczuwa prosty, nieskomplikowany umysł sowy. Ta jedna myśli tylko o następnym posiłku, a przecież mogłaby sycić oczy widokiem lasów z tak wysoka, widokiem rzeki i panoramy gwiazd. Bo ona tą wolność ma jakby darowaną. Ona ma ją na skinienie skrzydła, nie jest dla niej niczym niezwykłym ani nowym. Może sunąć powoli nad Lancre, może polować na maleńkie istoty i nikt jej tego nie zakaże. Bo to jest świat zwierząt, tak brutalny w swej prostocie, ale tak piękny w skomplikowanych widokach i uczuciach, których ona mogła doświadczyć, będąc sową.

Babcia Weatherwax leci niczym ptak. Czuje, jakby jej ciało nie miało ciężaru, jakby nie była połączona niewidzialną więzią z ciałem starej kobiety hen daleko, w chatce, która stała się częścią niej samej, ot tak, mimowolnie. Ona zostawiła tam nie tylko ciało, ale część duszy, która nie mogła wejść w sowę tej nocy. Bo w Lancre źle się dzieje, a Magrat i niania Ogg same sobie nie poradzą. Czas na patrol…dalej, sowo, suń ku rzece, tam czekają problemy.

O, tam. Bestialstwo Woźnica idzie niczym wełniana kukiełka. Z drewna w dodatku. To tak, jalby ktoś wziął duszę Bestialstwa i zastąpił ją swoją własną. Nigdy by tego nie zrobiła sowie. Sowa o tym wie i się nie opiera. Słyszy maleńkie perełki myśli zwierzęcia – ono jest obojętne wobec krzywdy ludzi, chce tylko lecieć naprzód i nie dać się zabić, samemu zabijając coś do jedzenia. To proste. Tak łatwo byłoby zatracić swoje ja w tej prostocie. Zostać na zawsze jako echo sowy.

Bestialstwo idzie brzegiem rzeki. Sowa wraz z babcią obniżają lot. To magia, ale starego typu. Mogłyby to być elfy. Albo wampiry. Od kilku dni w Lancre czuć było atmosferę napięcia, a niania Ogg nie wypiła ani jednej kropli alkoholu. To było bardzo, bardzo niepokojące.

Tak bardzo by chciała, by wszystko było dla niej tak proste, jak dla sowy. Ona na razie nie musi się martwić o to, jak stare jest jej ciało. O, babcia nigdy nie nazwałaby siebie staruchą, raczej…tą trzecią. Ale podświadomie wiedziała, że nie kłamałby nikt, kto by ją tak nazwał.

Będzie musi polecieć za Woźnicą, ale coś ją ciągnie ku jej prawdziwemu ciału. Nie może jeszcze wracać. To mogą być elfy. Albo wampiry. Pszczoły w ulu niepokoją się, a zegar przestaje tykać. Ile masz żyć, babciu Weatherwax? Czy niczym Greebo, odpędzić leniwie łapą swojego wroga czy też uderzenie sowim dziobem będzie kresem twych dni? Nie słyszy GO. Nie słyszy. To jeszcze nie jej czas. Zresztą…ona wie, kiedy ten nadejdzie.

Wraca do ciała, nad którym stoją Magrat i niania. To one ją wzywały, nawet, jeśli nie zdawały sobie z tego sprawy. A sowa? Sowa leci, pozbywszy się niewidocznego ciężaru. Wie, że to nie był pierwszy ani ostatni raz.