WELCOME MESSAGE

In fact, if there were such a thing as an international thieving contest, Ankh-Morpork would bring home the trophy and probably everyone's wallets.

LAST ARTICLES

Noc.

I zima.

Kroki odbijają się echem od pustych ulic. Nogi same go niosą w najbardziej niebezpieczne rejony miasta. Czuje pod butami, że to stare dobre Ankh-Morpork. Nie da się go podrobić, bo jest jedyne w swoim rodzaju. Brudne, cuchnące i odpychające. Ale to jego miasto. Jego.

Śnieg zmieszany z deszczem opada mu na twarz. Nie widzi go dobrze, ale wie, że jest tam, podczas gdy on sunie na granicy cienia. Płatki opadają mu na napierśnik i spływają powoli ku ziemi.

Zna tutaj każdą szczelinę. Nawet z zawiązanymi oczami mógłby z łatwością powiedzieć, gdzie się znajduje. Ankh-Morpork jest napisane językiem, który on doskonale rozumie. Tak, jakby wpisał się w jego zgłoski, jakby wtarł wraz z pyłem, błotem i kurzem.

Cygaro w jednej ręce. Czuje znajomy zapach, który dodatkowo go uspokaja. Tu jest niebezpiecznie, ale to jego niebezpieczeństwo, wobec którego może stanąć, znając się na rzeczy. Jest strażnikiem i jest w tym dobry. Czym byłoby Ankh-Morpork bez niego? Zapewne kolejnym miastem bez ducha. On jest duchem tej metropolii. Nie tylko on. Nawet Nobby nim jest. Nawet Colon. Każdy strażnik jest kręgosłupem tego molocha. A jeszcze niedawno nie było Straży.

Słyszy szczeknięcie psa, jakiś krzyk w oddali. To jego zmiana i jeśli dzieje się coś złego, to on musi zareagować. Gdyby nie Straż, nic by nie działało. Nic. A gdy nie było Straży, było mu całkiem obojętne, czy prawo pozostanie prawem, liczyła się tylko butelka i ból głowy nad ranem.

On wie, że kiedy wstanie świt, część z tej niemagicznej, brudnej magii zostanie razem z nim, przylgnie do niego i go otoczy, tak, że będzie nią cuchnął nawet na salonach. On należy do tego czasu, do tej nocy, do tych zapachów i dźwięków. On należy do ulicy.

Noc.

I zima.