WELCOME MESSAGE

In fact, if there were such a thing as an international thieving contest, Ankh-Morpork would bring home the trophy and probably everyone's wallets.

LAST ARTICLES

Herbatka siedział sam. Zawsze siedział sam. Nie było adepta, który chciałby się z nim zaprzyjaźnić, nawet podejść do niego. Wokół niego utworzył sie jakby klosz, przez który nie mógł przejść żaden uczeń. Ci bardziej dojrzali wiedzieli, że ten chłopiec nie powinien znajdować się na terenie Gildii. Ci młodsi wiedzieli to także, jednak podświadomie. Nikt im nigdy nie powiedział, co tak naprawdę złego jest w Herbatce.
*
Herbatka stał nad kotem. Kot nie był w najlepszym stanie. Po prostu płonął. Niedługo zjawi się ciało pedagogiczne i oczywiście zatuszuje sprawę. To nie był pierwszy raz, raczej… ósmy? Koty wyglądały wyjątkowo zabawnie, płonąc. Dziwiło go, że inni nie znajdują w tym niczego zabawnego.
*
To był zwykły dzień. Wtedy, gdy stracił oko. Po prostu… rzucił się na tego chłopaka, a ten się bronił. Był jak furia, jak narastający żywioł. Wiedzieli, że nie należy się do niego zbliżać, a jednak ten chciał mieć zabawę jego kosztem. Herbatka po prostu zaczął gryźć. Był niewielki i zwinny, jak to mały chłopiec, w dodatku uczeń Gildii Skrytobójców. Zaczął gryźć. Dogłębnie. I z wprawą, jakby już to kiedyś robił. To był wypadek. I teraz Herbatka nie miał oka. Nie będzie go miał jeszcze długo.
*
Czas przesypuje się w klepsydrze. Kolejna wiosna. Kolejne lato, bujne, piękne. Jesień. I zima, siarczysta, mroźna. Herbatka nie jest już dzieckiem. Obmyśla plany. Relaksuje się, ciesząc się przyszłymi inhumacjami. Wie, że będzie w tym najlepszy. Wie. Po prostu. Jak ktoś, kto tak kocha to co robi, może nie być w tym najlepszym?
*
Ta kulka. U magów wyglądała tak zwyczajnie. I pewnie, gdyby ten student nie wpadł na to, że może być magiczna, na pewno Herbatka by się nią nie zainteresował. Ale teraz widzi. Wyraźniej. Oczy adeptów uciekają gdzieś daleko. Znowu.
*
Pierwsze poważne zlecenie. Już po dyplomie. Śni o krwi, śni o zabijaniu. Śni o małych literkach tworzących jego nazwisko. Nie Jonathan. Ktoś więcej. A te dzwonki u sań? To pewnie Wiedźmikołaj…
*
Jego ciało leży na podłodze. Sam nie może uwierzyć w to, że już nie żyje. A ku niemu… ku niemu suną macki świata, do którego przejdzie, gdy jego dusza rozwieje się na dobre. I ten świat nie podoba mu się. Nie podoba mu sie wcale.
*
Kolejna wiosna. I lato, bujne, piękne. Jesień, cała w żółtych liściach. W końcu zima. Ale Herbatki już nie ma. Niczego już nie ma. Jest tylko szklana kulka od studenta magii i pustka w miejscu, gdzie powinien być ktoś.