WELCOME MESSAGE

In fact, if there were such a thing as an international thieving contest, Ankh-Morpork would bring home the trophy and probably everyone's wallets.

LAST ARTICLES

Przedstawienie musi trwać. Nawet, kiedy ciało osuwa się na scenę, nawet, kiedy ludzie są zbyt wystraszeni, by dalej grać. Ale to opera, trzeba ją kontynuować, nie ma innego wyjścia.

Babcia Weatherwax i niania Ogg, pędzone myślą o samotnym sabacie i niezapłaconych tantiemach, udają się do Ankh-Morpork, mając niebanalną okazję, by posłuchać lancrańskiego śpiewu i przeszkodzić pewnemu Upiorowi w czynieniu zła… Jak zły jest Upiór wszyscy dowiadują się dopiero pod koniec, ale czy nie tak już jest w dobrym przedstawieniu?

Muszę powiedzieć, że klimat powieści zabija. Czarownice, niby wyjęte ze swojej wsiowej wody, radzą sobie lepiej niż doskonale w świecie sztuki i mordu. Wychodzą na jaw kolejne zdolności Babci, a niania pokazuje swój rubaszny dryg, proponując ludziom różne niebezpieczne wypieki i coś, co jest… z jabłek głównie.

Tym, którzy jak ja, kochają “Upiora w Operze”, uda się wychwycić masę smaczków, choć i ci nieobeznani z “Upiorem” będą się świetnie bawić, obserwując jeszcze raz Greeba, jak psoci w człowieczej formie i czarownice, które samą swoja obecnością wpływają na bieg wydarzeń.

Piękna jest atmosfera tej książki, taka duszna i lekko tajemnicza, atmosfera, która mówi wiele o sztuce i tajemnicy jako takiej, atmosfera, która wdziera się do umysłu czytelnika i zaciera elementy, które mogłyby posłużyć jako kierunkowskaz. Ta książka ma właśnie taką atmosferę, którą tylko Pratchett mógł stworzyć, ze swoim wspaniałym umysłem i umiejętnością wykorzystania rzeczy i zdarzeń z naszego świata na Dysku.

Ciekawa jest też kwestia masek i wewnętrznego ja. I u Agnes i u Waltera można zauważyć lekkie oderwanie ku swojej drugiej osobowości. Walter potrzebuje maski, a Agnes potrzebuje kogoś, kto by ją usprawiedliwiał, gdy ona zachowuje się nie całkiem jak trzeba. Muszę powiedzieć, że Agnes denerwuje mnie niemożebnie, za to Walter jest uroczy.

Sama kwestia Upiora trochę przyziemna, gdy się ją wyjaśni, jednak to dochodzenie do celu – majstersztyk. Podchodzenie do Opery jak do szaleńczej odmiany psychiatrycznego szpitala jest również genialne. Bo co sztuka robi z człowiekiem, jeśli go jakoś nie przechyla?

Urocza jest niania, która wcale nie jest urocza i tylko uroczą udaje. Bo ona ma pazury, niczym jej kot. Który swoimi pazurami może się pochwalić w tej książce, oj może…

Świetna książka, pełna humoru, akcji i barwnych postaci… tylko czytać!