WELCOME MESSAGE

In fact, if there were such a thing as an international thieving contest, Ankh-Morpork would bring home the trophy and probably everyone's wallets.

LAST ARTICLES

– Przeczytaj trochę ksiąg, to ci dobrze zrobi!

***

Czytanie ksiąg na Niewidocznym Uniwersytecie było sprawą niezwykle grząską. I niebezpieczną…na swój sposób. Można było doznać (choć nie tylko) wypalenia gałek ocznych, obrócenia się w pył, zwęglenia, w skrajnych przypadkach odparowania i krasowania. W niezwykłych, choć nie mniej licznych przypadkach, można było też być pożartym przed sturękiego potwora wprost z czeluści piekielnych wymiarów.

Rincewind niezbyt często słuchał się nakazów wyżej postawionych magów. I choć czuł respekt dla nadrektora, dziwnym by mu się zdawało słuchać tak nagle i niespodziewanie poleceń kwestora…ale kwestor chciał, by on, Rincewind, przeczytał księgi (nie uściślił w dodatku jakie! I po co!), a Rincewind w tym momencie doznał parcia tak silnego, by udać się do Biblioteki, że wydało mu się to niemal magiczne. Jak w czasach, gdy Oktawo kierowało jego krokami i ratowało mu życie w najbardziej zapalnych momentach. Co prawda teraz wątpił, by przeczytanie paru ksiąg miało go uratować przed czymkolwiek (co najwyżej mogłoby go wepchnąć w czyjąś paszczę), jednak jako mag nauczył się nie lekceważyć magii. A nóż się odgryzie?

– Uuuk!

– Tak, mam banana – powiedział Rincewind, podając owoc Bibliotekarzowi, który usadowił się na biurku i zaczął go z namaszczeniem obierać.

– Uk!

– Nie, to tylko kwestor.

– Uuuk!

Rincewind skinął głową na znak zgody, po czym udał się tam, gdzie kierowało go przeczucie. Raz już się zgubił w Bibliotece i wolał tego nie powtarzać. Pamiętał inne wymiary, do których kierowały go księgi, sieć dróg, które mogły go wynieść na najwyższe szczyty magicznej władzy, albo strącić go do roli niewolnika. Było to tak porażające uczucie, że Rincewind z udawaną nonszalancją omijał księgi, które wydały mu się szczególnie podejrzane. Czyli większość.

Gdy mijał półkę, na której jeden tom najwyraźniej smalił cholewki do innego, jego uwagę przykuła niewielka księga. I co dziwniejsze, to właśnie do niej ciągnęło go przeczucie. Miała barwę zgniłej zieleni, a na literach tytułowych widniały jakby…rożki ślimaka? W innej tonacji zielonej, jakby świeżo zkoszona trawa. Rincewind wziął ostrożnię książkę do ręki, nie wyczuwając, by była specjalnie magiczna. Nie czuł tych wibracji, które zwykle czuli magowie, dotykając potencjalnie bezpiecznej magicznej księgi.

Mag otworzył książkę z zainteresowaniem. Nie było tam praktycznie nic oprócz dziecinnych obrazków, narysowanych najwyraźniej przez małą dziewczynkę. Rincewind uśmiechnął się błogo. Kwestor i Los chcieli z niego zakpić (jakkolwiek dziwaczna wydawała się ta spółka).

Gdy odkładał z ulgą tom, nagle poczuł dziwne drżenie w prawej dłoni, a później w lewej. Upuścił księgę na podłogę, a z niej zaczęło bić zielone światło, które go na moment oślepiło. Gdy światło przygasło, z tomu wyskoczyło coś rudego i wykrzyknęło:

– Aha! Pożegnaj się życiem!

Rincewind nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Na podłodze Biblioteki stał rudy kocur w kapeluszu z piórkiem, pasem, w BUTACH i szpadą w kociej łapce.

– Eeee…

– Na co tak patrzysz, senior. Stawaj do walki, albo błagaj o litość!

– No tak… – Rincewind pozbierał się psychicznie i odważył przelknąć ślinę. – Ale ty jesteś kotem – zauważył.

– Cóż za bystrzak z ciebie – powiedział kot, wymachując szpadą. – Można by powiedzieć, że celowo mnie znieważasz, jednocześnie nie chcąc stanąć do walki.

– Ale jesteś kotem – powiedział Rincewind. – I to w dodatku kotem w skórzanych butach. Jesteś istotą z piekielnych wymiarów?

– Czekaj, amigo? Czyli nie jestem w Zasiedmiogórogrodzie? – zająknął się kot, jego chęć do walki zmalała. Zobaczył widocznie wszystkie te księgi, które Rincewind starał się przezornie omijać.

– Jesteś w Bibliotece Niewidocznego Uniwersytetu w Ankh-Morpork – powiedział Rincewind, podchodząc bliżej, ale nadal poza zasięg szpady.

Kot spochmurniał. To była na pewno istota z innych wymiarów, ale czy piekielnych? Wydawała się niezbyt krwiożercza, o ile można o nie bycie krwiożerczym posądzić kota, w dodatku rudego. Przez chwilę panowała niezręczna cisza, podczas której kot i mag przyglądali się sobie z ponurymi minami.

– Jeśli cię to pocieszy, mamy wyjątkowo dobre mleko na Uniwersytecie, a nadrektor…

– Proszę, zachowaj ciszę, senior – kot uniósł prawą łapę. – Zaklęcie wyrzuciło mnie poza mój świat.

– Najlepiej by było, gdyby zaklęcie zwróciło cię mu na powrót – podsunął RIncewind spolegliwie.

– A znasz kogoś, kto mógłby dokonać tej trudnej sztuki?

– Taakk…eee…i chyba będzie zachwycony mogąc zająć się twoją sprawą.

***

– I mówisz, że tak po prostu wyskoczył z małej zielonej książeczki?

Myślak Stibbons uważnie obserwował i oglądał kota. Rincewind był prawie pewien, że Myślak zajrzałby mu nawet do uszu i pyszczka, gdyby kot nie reagował wściekłym posykiwaniem na każdą próbę dotyku.

– Była bardzo mała i bardzo zielona. I miała rurki na okładce.

– Musiałbym ją obejrzeć z bliska…ale sądzę, że będziemy mogli odesłać pana Kota w jednym kawałku skądkolwiek przybył…

Rincewind z wszechwiedzącą miną podał Myślakowi książke z “rurkami”. Gdy ten ją zobaczył, wzniósł ręce do góry i natychmiast podbiegł do HEXA, przy którym pracowało teraz dwóch studentów i Pierwszy Prymus.

– Działa?

– Działa! I to jak!

Myślak pokiwał z zadowoleniem głową.

– A więc HEXIE. Jak odesłać kota w skórzanych butach…

– Tylko w butach, amigo – poprawił kot.

– …kota w butach do jego świata?

– +++++ Błąd dzielenia przez ogórek +++++

– No tak, cały czas to robi… – Myślak potarł nasadę nosa. – Dałoby się dać myszom więcej sera?

– Sera brak. Wszystko zjedli wyżej postawieni magowie.

– Trzeba będzie udać się do kuchni, zawsze trzymają większe zapasy dla nadrektora. Kocie…w butach. Dlaczego się tu znalazłeś?

– To długa historia, amigo – powiedział kot – wystarczy powiedzieć, że razem z osłem i ogrem zostałem wysłany do Zasiedmiogórogrodu magicznym portalem przez nawiedzonego czarodzieja Merlina. Muszę natychmiast wracać, by obalić Księcia z Bajki i osadzić Artura na tronie!

Rincewind popukał się w głowę, ale Myślak by najwyraźniej zafascynowany.

– Magia temporalna! Wszystko ma ręce i nogi!

– Ale ja nie rozumiem – poskarżył się Rincewind.

– Gdy mag Merlin wypowiadał zaklęcie, ty otrzymałeś przekaz i otworzyłeś księgę w tym samym momencie, w którym kot przenosił się do miejsca docelowego! To postać z bajki! Bajka, która dzieje się w innym wymiarze najwyraźniej dotarła do twojego mózgu i uaktywniła portal.

– A co trzeba zrobić, by portal na nowo się otworzył? – Rincewind powątpiewał.

– Myślę, że wystarczy poczekać. Zaklęcie, które przenosi kota i…ogra…i osła…do Zasiedmiogórogrodu po prostu wyrzuci go w odpowiednim momencie w miejscu docelowym. Niestety nie wiadomo, kiedy to się stanie. Czas i przestrzeń zostały zakłócone.

– Zaczekaj, senior – kot uniósł łapę. – Czyli mogę zniknąć stąd w każdym momencie?

– Ale możesz też zniknąć za dwa lata – uśmiechnął się podniecony perspektywą Myślak.

– Czyli co mam robić do tego czasu! – wykrzyknął oburzony kot.

Rincewind popatrzył na Myślaka, a Myślak na Rincewinda.

– Cóż…szczury harcują…a kota nie ma.

***

– Kocie, kocie! – wykrzyknął Shrek. – Jesteśmy na miejscu!

– Ojej, oh, oh – Kot w Butach jęknął przeciągle, nawet nie zauważając, że znalazł się w ciele Osła.

– Dobrze się czujesz, kocie?

– Nie. Ty też byś się dobrze nie czuł, gdybyś przez pięć lat pracował jako łowca szczurów w Wielkim Wahoonie.